Witaj na moim blogu!

KATEGORIE POSTÓW




Poszukaj na blogu:

Subskrybuj bloga!

Otrzymuj powiadomienia o postach pocztą elektroniczną. Jeśli chcesz się zapisać wystarczy wpisać swój adres
e-mail poniżej:



czwartek, 13 lipca 2017

Zdobyłam Giewont! #spełniammarzenia

To, co widzimy zależy w głównej mierze od tego,
co chcemy zobaczyć.*
Znowu to zrobiłam! Spełniłam kolejne marzenie. Zdobyłam Giewont. Od dawna o tym marzyłam, szczególnie będąc w Zakopanem i patrząc na "Śpiącego Rycerza". Zawsze chciałam wyjść na ten szczyt. W końcu mi się udało. Co innego jest tylko patrzeć na górę, a co innego jest na niej być. 


Najważniejsze to robić to co o czym się marzy; codziennie spełniać jakieś jedno ze swoich małych marzeń. Wiadomo, że nie można codziennie zdobywać szczytów czy latać samolotem ale najlepiej zacząć od tych małych rzeczy, które zawsze chciało się robić, a później będzie już tylko coraz prościej. Ja mam wiele "małych marzeń", z których niektórzy z Was pewnie by się śmiali. Są to takie "marzenia", które dla innych są codziennością np. chciałabym przejechać się taksówką (nigdy nie miałam takiej okazji). Dla niektórych może to być MEGA dziwne, a dla mnie jest to jakiś malutki cel, który wiem, że kiedyś zrealizuje. Oczywiście mogłabym teraz zamówić sobie taryfę i gdzieś pojechać, nie widzę problemu, jednak to nie o to w tym wszystkim chodzi. Spełniam swoje "małe marzenia" przy okazji innych rzeczy. Wtedy to jest mega piękne i sprawia mi wielką radość. 


Ale jak to się stało, że patrzyłam z Giewontu na Zakopane? Było to trochę spontaniczne, jak już wiele wypraw w moim życiu. Rodzeństwo mojego chłopaka zorganizowało wycieczkę do wspomnianego wcześniej miasta i postanowiliśmy zdobyć ten szczyt. Proste? Tak się wydaje. Jednak sama wyprawa na Giewont już taka nie była. To kilka godzin wędrówki po górach, żeby później wspinać się po łańcuchach na upragniony szczyt (kto był ten wie). Swoją drogą ta ostatnia cześć najbardziej mi się podobała. Chyba jednak jestem dziwna i jak to mówią, lubię robić wszystko odwrotnie niż inni. Wielu drżało na samą myśl o wspinaczce, a ja weszłabym tam jeszcze raz!

Na początku wyjechaliśmy na Kasprowy Wierch (tak wiem mogliśmy wyjść ale trudno 😂 ). Po wyjechaniu w mgle, zastanawialiśmy się czy cokolwiek będziemy w stanie zobaczyć niż tylko drogę przed sobą. Na szczęście mgła była tylko przejściowa i jak widać na zdjęciach nie było tak źle. Powiedziałabym nawet, że miejscami dodawała uroku pięknym górskim krajobrazom.  


Byliśmy na górze wcześnie rano więc mieliśmy nadzieje, że później pogoda się poprawi. Tak też się stało.

Idąc już w kierunku upragnionego szczytu nie raz musiałam się zatrzymać, zmęczenie to jedno ale chciałam podziwiać te piękne widoki, a nie tylko iść do celu.

Jak to mówią "nie sam cel jest piękny ale podróż do niego". Zawsze staram cieszyć się małymi rzeczami, dla mnie ta wędrówka była jedną z nich.



Ciekawa jestem jakie Wy macie do tego podejście, szczególnie można to zauważyć w górach, czy cieszy Was tylko zdobyty szczyt czy może cała podróż?



Warto czasami zobaczyć to co zostawia się za sobą i zobaczyć, że to również jest piękne. Niektórzy idą przez życie nie oglądając się za siebie, a może właśnie czasami trzeba zatrzymać się i spojrzeć na to co było już piękne w naszym życiu? Powinniśmy doceniać to co już było, żeby tak samo umieć cieszyć się z tego co nasz czeka. Takie przemyślenia przychodzą mi do głowy gdy patrzę na to zdjęcie, które dodałam wyżej. 


A co przed nami? Nigdy nie wiadomo. U mnie w górach były to "piękne zwierzątka". Te cudowne kozice stały nam na drodze jednak później, gdy podeszliśmy postanowiły troszkę się oddalić i wyszły na górę. Czasami nie spodziewamy się tego co może nas spotkać tak samo w górach jak i w życiu. 


Jak widać na załączonym "obrazku1" widoczność miejscami była praktycznie żadna. Nie podawaliśmy się i szliśmy dalej z nadzieją, że zobaczymy nasze ulubione Zakopane z góry.  Bliżej Giewontu było już znacznie lepiej. Zawsze trzeba mieć nadzieje. 




O to dowód, że byłam na Giewoncie. Znowu widoczność była zerowa ale wystarczyło poczekać kilka minut i było o wiele lepiej. Trzeba być cierpliwym.









Pięknie prawda? W drodze powrotnej moje nogi praktycznie odmawiały mi już posłuszeństwa ale dałam radę. Kilkudniowe zakwasy co prawda nie należą do najprzyjemniejszych rzeczy pod Słońcem ale dało się przeżyć. (Pomińmy fakt, że byłam "z tymi zakwasami" na weselu). 

Uf, ale się rozpisałam. Coś ostatnio mało mnie tutaj, może to dlatego. Jak już pisać to porządnie!



 Quebonafide ft. Young Lungs - Między słowami 
* cytat: John Lubbock 

5 komentarzy:

  1. Gratulacje! <3
    hiiamgabi.blogspot.com------>KLIK
    Dopiero zaczynam,serdecznie zapraszam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow, fenomenalne widoki! <3
    W tamtym roku byłam dwa razy w Zakopanem i teraz żałuję, że nie wybraliśmy się na Giewont :(

    xxPozdrawiam,
    http://xpatrycja.blogspot.com/2017/07/wishlista-zaful-stroje-kapielowe.html

    OdpowiedzUsuń
  3. Pięknie, widoki zapierają dech...

    OdpowiedzUsuń
  4. Super! Kocham góry <3
    Przepiękne zdjęcia :)
    dreamerworldfototravel.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

♡ Cenię sobie szczerość.
♡ Czytam wszystkie komentarze.
♡ Dziękuję za każdą obserwacje ♥
♡ Nie bawię się w obs. za obs.
♡ Jeśli spodoba mi się Twój blog to go zaobserwuję.
♡ Uwielbiam oryginalne i mądre blogi. Jeśli taki masz to daj znać!
♡ Po skomentowaniu treści posta zostaw adres swojego bloga.